Strefa Militarna

  • wpisów
    89
  • komentarzy
    79
  • wyświetleń
    4996

Opowiadanie- "Katastrofa" (Konkurs Pisarki)

zolnierzyk

78 wyświetleń

Witam wszystkich!

(tak, jeszcze żyję 😜)

Przedstawiam wam moją pracę, czyli opowiadanie,

które napisałem na konkurs pisarski (#1 miejsce! :D)

Miłej lektury! ;) 

 

 

„Katastrofa”

Prolog

30 lat wcześniej, gdzieś w Zachodniej Europie…

         Panującą w ośrodku ciszę  przerwało nagłe wycie alarmu. We wszystkie strony biegali ludzie w białych kitlach, a w powietrzu unosił się dziwny zapach, podobny do spalenizny. Przez dźwięk alarmu przebijał się kobiecy głos:

-Uwaga! Uwaga! Incydent w Bloku C! Ogłaszam natychmiastową ewakuację personelu naukowego! Zrobić przejście dla Oddziałów Bezpieczeństwa! Powtarzam! Incy…

Korytarzami, w przeciwną stronę niż uciekający naukowcy brnęli zakuci w pancerze bojowe żołnierze, już wkrótce świat pozna skutki tego incydentu…

         Porucznik Mike Williams z EUSC* zeskoczył z transportera, gdy ten tylko wtoczył się do hangaru Ośrodka. Był tu dopiero drugi raz, ale wiedział, że nic dobrego się nie stało. Ośrodek, a właściwie Tajny Ośrodek Badawczy nr. 5 był bardzo pilnie strzeżony. Dostęp do niego miała garstka ludzi, a o jego istnieniu wiedzieli tylko nieliczni.

Pracowano tutaj nad najnowocześniejszymi technologiami o zastosowaniu wojskowym. „A teraz muszę go wysadzić, pięknie.”- pomyślał Williams.

-Poruczniku, rozładunek zakończony, jesteśmy gotowi do akcji!- powiedział jeden z członków jego oddziału.

Spojrzał na transporter i zobaczył obok niego sporych rozmiarów cylinder umieszczony na wózku transportowym. Nie rozumiał dlaczego ma zdetonować bombę jądrową w środku tajnego ośrodka badawczego, ale nie wnikał w to.

-Doskonale- powiedział porucznik- daj mi tu kogoś z Oddziałów Bezpieczeństwa.

Żołnierz skinął głową, odszedł w kierunku wejścia do Ośrodka i przyprowadził jednego z zakutych w pancerze ludzi.

-Sierżant Kell, Służba Bezpiecz…- zaczął przybysz

-Porucznik Williams. Mamy misję- przerwał mu i wskazał na znajdujący się za nim ładunek.

-A, tak. Rozumiem, że chcecie zorientować się w sytuacji…?

-Nie, powiedz nam lepiej, gdzie mamy TO umieścić- odrzekł zniecierpliwiony porucznik.

-Ee… no dobrze. Za mną!- powiedział i ruszył przed siebie.

 

         Już od trzydziestu minut zagłębiali się we wnętrzności Ośrodka. Dojście do miejsca, w którym należało umieścić ładunek znajdowało się w Bloku C, obecnie odciętym od reszty kompleksu.  Przez część drzwi trzeba było przebić się siłą, a niektóre korytarze były zawalone.

-Co tu się stało…?- zastanawiali się między sobą żołnierze EUSC.

-Daleko jeszcze?- spytał się Williams.

-Już niedługo, za tym zakrętem powinny być drz…- zaczął Kell, ale natychmiast przerwał, gdy zza zakrętu wyłoniły się masywne, pancerne drzwi- Co do…?!

Drzwi były wgniecione od wewnątrz…

-Przechodzimy?- Kell spojrzał na Mike’a.

-Chyba nie mamy wyboru, otwieraj.

Podeszli do panelu sterowania i uruchomili system otwierania. Pancerne skrzydła ze zgrzytem ustąpiły ze swoich miejsc, tworząc przejście.

-Idziemy- rzucił krótko porucznik.

 

         Im bardziej zagłębiali się w to, co pozostało z Bloku C tym coraz większy niepokój ich ogarniał. Ściany były pokryte jakimś brązowym nalotem, z których sączył się żółty śluz. Większość sal laboratoryjnych i inne pokoje były kompletnie zniszczone i pokryte tym czymś. Gdzieniegdzie natrafiali na ciała naukowców, a także na trupy członków Służb Bezpieczeństwa. Na ich pancerzach widniały głębokie zadrapania…

-Przecież to najmocniejsze pancerze na świecie! Nic nie może ich…- powiedział zaskoczony sierżant na widok ciał.

-Jak widać nie są- odrzekł Williams.- Gdzie jest nasz cel?

-Główna sala badawcza- tutaj powinno być wejście…

Lecz wejścia nie było. W miejscu, w którym powinno ono się znajdować widniała ogromna dziura, a potężne wrota leżały wyłamane po bokach korytarza.

-Wchodzimy, zostawiamy ładunek i wychodzimy, zrozumiano?- powiedział Mike.- tempo!

Wszyscy weszli do ogromnej hali, pełnej najróżniejszej aparatury i urządzeń. Pod ścianami stały ogromne, przezroczyste zbiorniki wypełnione jakąś zielonkawą substancją. Znajdowały się tam też duże robo tyczne ramiona, stoły zastawione przyrządami, a na środku…

Właśnie widok środka hali zaskoczył wszystkich. Zamiast jakichś urządzeń, stołów czy czegoś innego ziała tam ogromna dziura…

Jednak nie była to zwykła dziura, otoczona była ze wszystkich stron owym brązowym nalotem, który pokrywał też sporą część hali. Najdziwniejsze było jednak jej wnętrze- unosiła się tam fioletowa mgiełka, z której dochodziły tajemnicze, złowrogie odgłosy.

Porucznik miał właśnie wydać rozkaz, aby uzbroić ładunek, lecz w tym samym momencie potworna siła odepchnęła go i wpadł prosto na stojący wózek. Osunął się na ziemię bez życia.

W miejscu, w którym przed chwilą się znajdował stanął najprawdziwszy potwór. Wyglądem przypominał lwa, lecz dwa razy większego. Jego ciało było mocno zdeformowane, skóra była szara, a gdzieniegdzie widać było jasnofioletowe naloty. Pazury miał długie, ostro zakończone.  Zanim oddział się opamiętał i zdążył zareagować, to z dziury zaczęły wysypywać się inne, jeszcze dziwniejsze i straszniejsze bestie.

-Ognia!- krzyknął Kell- odeprzeć ich!

Żołnierze otworzyli ogień do potworów, lecz widać, że nie mieli z nimi żadnych szans. W momencie, kiedy inni byli masakrowani przez bestie, Mike ocknął się i zaczął czołgać się w kierunku bomby. W głowie miał tylko jedną myśl- „Wysadzić”. Dookoła panował istny chaos. Jego oddział próbował stawić czoła chordzie, lecz nie dało się ich powstrzymać. W końcu zapanowała cisza. Williams tego nie zauważył i czołgał się dalej. Był już przy ładunku, kiedy usłyszał warczenie i pazury wbiły mu się w plecy. Prawie nie poczuł bólu.

-Zawiodłem- powiedział cichym głosem i umarł.

 

         Incydent ten miał katastrofalne skutki dla świata. Pierwszy pod naporem potworów poległ Ośrodek. W końcu wydostały się one z kompleksu i rozlały po świecie. Innym skutkiem była też ogromna zmiana w przyrodzie. Zielony glob zmienił się w szare pustkowie opanowane przez potwory. Ludzkość próbowała walczyć, lecz na miejsce pokonanych bestii natychmiast pojawiały się nowe. Miasta zmieniły się w ruiny. Narody upadły. Zostaliśmy zmuszeni do ucieczki na pustkowia. Jednak przeżyliśmy. Zostaliśmy rzuceni na kolana przez nowe formy życia, lecz przetrwaliśmy. Teraz zbieramy siły aby odbić to, co należało do nas…

 

 

*EUCS- Europenian Union Special Corps ; Oddziały Specjalne Unii Europejskiej

 

 

Rozdział 1

„Misja”

Pustkowie, okolice Strasburga, obecnie

         Lily Williams powoli otworzyła oczy i usiadła na skraju swojego łóżka. Przez okno jej pokoju w Twierdzy widać było w oddali ruiny Strasburga. „Było to piękne miasto”- pomyślała- „lecz teraz cały świat obrócił się w ruinę…”. Wstała z wygodnego materaca i zaczęła się ubierać. Na wiekową bluzkę z nienadającym się już do odczytania napisem narzuciła swoją nieśmiertelną, skórzaną kurtkę lotniczą. Następnie włożyła połatane spodnie w pustynnym kamuflażu, a potem założyła ciężkie, wojskowe buciory. Weszła do toalety i umyła twarz w ledwo cieknącej, zimej wodzie. Związała czarne włosy w kucyk i wyszła na zewnątrz. Twierdza powstała tuż po Katastrofie. Miała za zadanie powstrzymanie hordy potworów przed wdarciem się do ewakuowanego Strasburga. Spełniła swoje zadanie, lecz ludzie i żołnierze przebywający w budowli zostali odcięci od reszty przez masy bestii. Od tej pory musieli radzić sobie sami. Po paru latach od tego wydarzenia ilość stworów zmalała i można było zacząć wypady na zewnątrz, jednak świat zmienił się nie do poznania… To, co niegdyś było piękne i zielone stało się szare, wyschnięte. Rośliny zmutowały i obecnie przypominały istoty rodem z koszmarów, daleko im było do dawnych gatunków. Jako obiekt wojskowy Twierdza była bardzo dobrze przystosowana do przetrwania bez dostaw. Obiekt od samego początku został stworzony z myślą o samowystarczalności i dzięki temu przetrwał. Na początku zarządcami byli doświadczeni wojskowi, lecz potem do władzy zaczęli dochodzić coraz to gorsi, myślący tylko o sobie ludzie. Obecnie mamy tutaj swego rodzaju dyktaturę. Naczelnym Wodzem (jak sam kazał siebie nazywać) jest teraz Rene Gamelin, były oficer Armii Francuskiej. Rządzi żelazną ręką i tłumi wszelkie przejawy niezadowolenia. Lily była jego zagorzałą przeciwniczką i wraz z Johnem Sandersem po cichu działali przeciwko władzy. Lily Williams jako córka porucznika EUSC miała silną pozycję w kręgach władzy. Po „śmierci w niewyjaśnionych okolicznościach” dowódców oddziałów Stalkerów (osób, które miały odwagę wychodzić z Twierdzy i eksplorować świat oraz pozyskiwać różne przydatne rzeczy) Williams została głównym dowódcą tej jednostki. Swoim zastępcą uczyniła Johna Sandersa, swojego bliskiego przyjaciela. Sama zajmowała się szkoleniem obecnych wojowników, a także nauczaniem dzieci odnośnie obecnego świata.

         Właśnie weszła do klasy i usiadła przy biurku. Z kieszeni kurtki wyciągnęła stare, poniszczone zdjęcie. Znajdował się na nim młody mężczyzna w wojskowym mundurze wraz z małą, śmiejącą się dziewczynką na ramionach. Na fotografii widniał podpis- „Na zawsze z tobą”. Od kiedy dorosła zastanawiała się, co stało się z jej ojcem. Wiedziała, że wyruszył z Twierdzy z jakąś ważną misją. Ale czy przeżył? Czy jest gdzieś teraz i próbuje ją odnaleźć? Czy…? Tak się zamyśliła, że nie zauważyła jak do sali wszedł John.

-Hej, Li!- zawsze nazywał ją Li, nie wiedziała do końca dlaczego- Wódz cię wzywa, podobno coś ważnego. Zastąpię cię.

-Och, dobra. Już idę- odparła i podeszła do drzwi. Stał tam uśmiechający się Sanders oparty o framugę.- Nie stój tak, przygotuj się!

-Dobra, dobra. Poradzę sobie- powiedział dalej uśmiechnięty- nie denerwuj zbytnio Renusia.

-Postaram się- zaśmiała się- to do zobaczenia!

-Do zobaczenia!

Opuściła salę i udała się ciemnymi korytarzami w kierunku Centrum Dowodzenia. Po drodze myślała nad tym, czego od niej może chcieć Naczelny Wódz Twierdzy…

Kiedy wkroczyła do Centrum od razu zauważyła, że nie będą sami. Przy stole siedzieli Szef Wywiadu, Kwatermistrz i Naczelny Wódz.

-Usiądź- powiedział Gamelin- mamy pewną sprawę do omówienia.

Kiedy usiadła Wódz spojrzał na Szefa Wywiadu i skinął mu głową.

-Więc tak…- zaczął- zgodnie z tym, co wiemy, to w ruinach Strasburga mogą znajdować się ocalali. Otrzymaliśmy meldunek od naszej grupy zwiadowców, że ktoś mógł tam przeżyć…

-I oczekuje pan ode mnie, że tam pojadę i to sprawdzę?- przerwała mu Lily.

-Ee…- powiedział nieco zbity z tropu wywiadowca- Tak, dokładnie tego od pani oczekujemy.

-W sprawie wyposażenia niech skontaktuje się pani z naszym Kwatermistrzem- Wódz wstał z miejsca- dobór ludzi i sprzętu leży już w pani zakresie. To wszystko.

Williams wstała z miejsca, zasalutowała zgromadzonym i odeszła w kierunku swojego pokoju. Musi porozmawiać o tym z Johnem…

 

 

Rozdział 2

„Wyprawa”

Hangar E2, Twierdza

         Lily Williams popatrzyła na zgromadzonych przed nią stalkerów w strojach bojowych. Mieli do spełnienia ważną misję- sprawdzić, czy w ruinach Strasburga ktoś przeżył. Było to niebezpieczne miejsce, dlatego do dyspozycji oddziału oddano transporter opancerzony M2 Bradley, wzmocnioną ciężarówkę oraz jeden samochód Humvee. Żołnierzom wydano pancerze, hełmy i dobrze wyposażone plecaki. Williams zrezygnowała ze swojej kurtki lotniczej na rzecz wygodnej kamizelki taktycznej. W rękach trzymała swój karabin- SCAR-H z celownikiem holograficznym i tłumikiem dźwięku (bardzo przydatne, ponieważ potwory miały doskonały słuch. W oddziale mieli także jednego snajpera z karabinem L96A1, a także dwóch ciężkich strzelców uzbrojonych w M249. Pozostali posiadali zwykłe NATO-wskie M16.

-Wszyscy do pojazdów! Rzuszamy!- krzyknęła Lily- Nie mamy czasu!

Wszyscy zaczęli wsiadać do maszyn. Williams jako dowódca zajęła miejsce w wieżyczce Bradleya. Czekała ich długa droga do miasta pełnego niebezpieczeństw.

         Po paru godzinach jazdy usłyszała w słuchawce komunikat od kierowcy, że dotarli na przedmieścia. Wyjrzała przez peryskop i zaczęła oglądać ruiny. Niegdyś piękne miasto pokrywał brązowy nalot. Jednak zobaczyła też pewne zmiany- gdzieniegdzie w nalocie znajdowały się okrągłe dziury wyłożone szaro-fioletową masą.

-Jak myślisz, tak się rozmnażają?- zapytał siedzący obok celowniczy- wygląda to jak… kokony?

-Taak… chyba tak- odpowiedziała mu- nie wygląda to dobrze.

-Pf… miałby tu ktoś przeżyć? Wątpie..- prychnął działonowy- Lepiej wracajmy…

-Nie, dopóki nie sprawdzimy, czy kogoś tutaj nie ma- powiedziała stanowczo Williams.

Zagłębiali się coraz dalej w zniszczone miasto. Wszędzie widać było ogrom tragedii i zniszczeń, jakie przeżyła metropolia w czasie Katastrofy. Wszędzie widać było zrujnowane budynki, ulice pełne samochodów przypominających bardziej kupę złomu niż pojazdy, z pyłu pokrywającego ulice wyłaniały się też miejscami ludzkie kości…

Po dłuższym czasie dotarli do skrzyżowania, na które zwalił się wielopiętrowy biurowiec. Zdawałoby się, że jest to opuszczone miejsce, jednak widać było ślady ludzkiej obecności.

-Stop! Szyk obronny, na pozycje- wydała rozkaz Lily- Idziemy to sprawdzić.

Pojazdy zatrzymały się i zaczęli wychodzić z nich żołnierze. Wszyscy bacznie obserwowali okolicę, gdyż wiedzieli, że w każdej chwili może na nich wyskoczyć jakiś potwór.

Tymczasem Williams podeszła do ruin biurowca i zaczęła oglądać coś, co wyglądało na obóz. We wnętrzu urządzono całkiem przyjemną jamę, na środku której znajdowało się ognisko. Zbliżyła się do popiołu i poczuła ciepło, co znaczyło, że ktoś tu niedawno był…

-Popiół jeszcze ciepły, ktoś tu obozował. Rozdzielić się i przeszukać teren!- powiedziała i zwróciła się do żołnierzy- Dan i James, chodźcie ze mną.

Oddział rozdzielił się i rozpoczął poszukiwanie ocalonych. Lily wraz z dwoma innymi posuwała się wzdłuż ruin biurowca do czegoś, co wyglądało kiedyś na halę targową. Po paru minutach weszli do środka. Całe pomieszczenie było pokryte szarą substancją, z której ciekła fioletowa, rzadka ciecz. W gęstym powietrzu wisiał ciężki, metaliczny zapach.

-Maski gazowe załóż- poleciła- nie wiadomo, z czym mamy do czynienia.

Stalkerzy  posłusznie włożyli maski z dużym, panoramicznym wizjerem i ruszyli przed siebie. Wszystkim zaczął dokuczać ból głowy…

Szli w kierunku kupy gruzu, z której unosił się szarawy dymek (czyżby kolejny obóz?).

Byli już w jednej trzeciej drogi, kiedy usłyszała za sobą ciche plunięcie i odgłos osuwającego się na ziemię ciała. Kiedy się odwróciła zdążyła tylko zobaczyć leżącego na ziemi Dana, kiedy James uderzył ją w głowę kolbą swojego karabinu. Osunęła się w ciemność…

Otworzyła z trudem powieki i od razu poczuła ostry ból w oczach odzwyczajonych od światła. Po chwili, gdy wzrok przyzwyczaił jej się do jasności zobaczyła, że dalej znajdują się na hali, tylko teraz byli w owej kupie gruzu. Obok niej stał James patrzący na nią nieprzytomnym wzrokiem, a obok… a obok stał najdziwniejszy potwór, jakiego w życiu widziała. Był szary jak reszta, z fioletowymi żyłkami i bliznami, które pulsowały jasno. Nie przypominał żadnego znanego ludzkości zwierzęcia. Był paskudny. Największą uwagę przyciągała jego gigantycznych rozmiarów głowa, przez skórę na czaszce prześwitywał ogromny mózg. Zrozumiała, skąd ten ból głowy, który pojawił się po wejściu do hali, a także niezrozumiałe zachowanie Jamesa- ten potwór kontrolował myśli…

Spróbowała się poruszyć, jednak poczuła, że jej ręce i nogi są silnie skrępowane. Spojrzała na siebie i zobaczyła, że oplatała ją przypominająca linę szara macka. Williams rozejrzała się po pomieszczeniu i zauważyła, że kilka metrów od niej leży jej karabin i plecak. Gdyby tylko udało się jej…

-Nawet nie próbuj, ON wie- powiedział nie swoim głosem James.

-James! Słyszysz mnie! Odpowiedz!- krzyknęła Lily, jednak ten nie odpowiedział.

-Pomocy!- krzyknęła, jednak niemal natychmiast podszedł do niej James i wsadził do ust kawałek szmaty.

-Nie krzycz, bo będziesz pierwsza-powiedział ze stoickim spokojem James- Śpieszy Ci się?

Zatkało ją… do czego mogła być pierwsza? Ale z odpowiedzią przyszła jej bestia, która złapała Jamesa i praktycznie rozerwała go na pół… Następnie odeszła w kąt, z którego zaczęło dochodzić ciche mlaskanie.

„Tego już za wiele”- pomyślała. Zaczęła się wiercić i udało jej się wyciągnąć nóż, którym zaczęła przecinać macki. Kończyła przecinać ostatnią, kiedy potwór odwrócił się w jej kierunku. Natychmiast skoczyła do karabinu, jednak stwór był szybszy i odepchnął ją. Wyrżnęła plecami o ścianę i poczuła ostry ból w nodze. Bestia podeszła do niej i zamachnęła się łapą z długimi szponami. Poczuła straszny ból w klatce piersiowej, którą rozrył pazurami potwór. Ostatkiem sił rzuciła się na niego i wbiła mu nóż gdzieś w okolicy brzucha. Bestia zawyła i zanim zdążyła ponownie uderzyć Williams chwyciła karabin, wymierzyła w głowę stwora i nacisnęła spust.

Pocisk kalibru 7.62 przebił cienką czaszkę i prawie natychmiast mózg potwora eksplodował na wszystkie strony. Poczuła, jakby głowa miała jej zaraz eksplodować, po czym zemdlała.

Obudziły ją dobiegające z pobliża krzyki.

-Tam jest! Szybko!- krzyknął jeden z żołnierzy- sprowadźcie medyka!

Podbiegli do niej członkowie jej oddziału i natychmiast położyli na noszach. Po dłuższej chwili znalazła się już w wozie w drodze do Twierdzy, choć nie pamiętała kiedy ją donieśli. Ostatnim widokiem jaki zobaczyła przed ponowną utratą przytomności był stół operacyjny w Twierdzy…

 

 

Rozdział 3

„Zmiana”

Szpital w Twierdzy, kilka dni później

         Pierwszym widokiem, który zobaczyła zaraz po przebudzeniu była wisząca nad nią twarz Johna. Spróbowała podnieść się z łóżka, ale prawie natychmiast poczuła przenikliwy ból w klatce piersiowej i z jękiem osunęła się na łóżko. John objął ją ramieniem i pomógł usiąść. Z trudem zaczerpnęła powietrza i wydusiła z siebie cichym głosem:

-J… jak długo leżałam nie..przytomna?

-Cztery dni, byłaś w bardzo złym stanie jak dotarłaś tutaj- powiedział Sanders z zatroskaną miną- Heinrich się tobą zaopiekował.

Heinrich Fischer się nią zajął? Główny lekarz Twierdzy, najlepszy naukowiec twierdzy? Wydało jej się to trochę dziwne.

-Udało się kogoś znaleźć w Strasburgu?- zapytała Lily- Są jacyś ocaleni?

-Tak, znaleźli dziesięcioosobową grupkę ocalałych, zostali już zakwaterowani u nas.

-Co ze mną? Nie mów, że Fischer zajął się mną bez powodu.

-Ee… no skoro chcesz wiedzieć, to…- zaczął nieśmiało John- Yyy…

-No? Co jest?- naciskała dalej- Powiesz mi wreszcie?

-Ech… Wstań i podejdź do lustra, to się przekonasz… .

Z pomocą Johna udało jej się wstać i podejść do lustra. Natychmiast zauważyła, że cała jej pierś i kawałek prawego ramienia był owinięty bandażami.

-No? Nie widzę tutaj nic szczególnego.- powiedziała kpiącym tonem odwracając się w kierunku mężczyzny.

Bez słowa podszedł do niej i zaczął odwijać jej bandaże. Kiedy znowu odwróciła się do lustra krzyknęła z przerażenia. W miejscu bandaży widniały głębokie szramy po pazurach stwora, a skóra wokół nich przybrała szary odcień. Same szramy były fioletowe i lekko pobłyskiwały. To samo znajdowało się na jej prawym ramieniu. Szara skóra z fioletowymi bliznami…

-Co.. co to jest?- zapytała patrząc z niedowierzaniem na swoje rany.

-Dlatego Fischer zajął się tobą osobiście. Niestety, nie udało mu się znaleźć sposobu na pozbycie się tego… czegoś…

Zaniemówiła. To, co zobaczyła nie mogło być prawdziwe, przecież nie mogła…

-Czas do łóżka, musisz odpocząć i to przemyśleć.- powiedział z troską John obejmując ją ramieniem- wkrótce wrócisz do sił.

Nie protestowała. Dała odprowadzić się do łóżka i położyła się spać.

 

Kilka tygodni później, Twierdza

         Po długim czasie udało jej się wrócić do pełnej formy, a także przyzwyczaiła się do swojego nowego wyglądu. Przez większość czasu ukrywała swoją zmianę pod ubraniami. Udało jej się wrócić do normalnego życia, chociaż blizny od czasu do czasu dawały o sobie znać. Jednak pewnego wieczoru została wezwana przez Wodza do jego kwatery. Idąc przez mroczne korytarze zastanawiała się, czego może od niej tym razem chcieć…

Po kilku minutach weszła do luksusowego pokoju Gamelina. Sam wódz siedział już przy stoliku sącząc wino z kieliszka.

-O, witam panią.- Rene wstał z uśmiechem- proszę usiąść.

Posłuchała go i usiadła na fotelu obok. Dalej nie wiedziała, czego chce od niej Naczelny Wódz.

-Napije się Pani ze mną? Wyśmienity rocznik.- mówił dalej Gamelin, nalewając jej wina do kieliszka- opowie mi Pani coś o ostatniej misji?

Wzięła od niego kieliszek i upiła łyk wina. Spojrzała ze zdziwieniem na Wodza.

-Przecież otrzymał Pan raport, co chciałby Pan ode mnie usłyszeć?

-Niech opowie Pani o starciu z tamtą… bestią. Czy to pierwszy przypadek spotkania takiego potwora?

Już otwierała usta, aby odpowiedzieć, ale w tej samej chwili poczuła się strasznie zmęczona. Zsunęła się z fotela na podłogę i zasnęła.

Gamelin wstał i uklęknął nad leżącą Williams. Po chwili wstał, podszedł do interkomu i powiedział:

-Straże, zabrać ją. Wiecie, co robić.

Po chwili do pokoju weszło dwóch strażników, którzy wynieśli nieprzytomną z pokoju. Tymczasem Rene znowu usiadł w fotelu, nalał sobie kolejny kieliszek wina i w myślach zachwalał swój geniusz. W końcu znalazł sposób, aby pozbyć się swojego największego przeciwnika.

 

Sekcja Więzienna Twierdzy, następnego dnia

         Williams powoli podniosła powieki i ujrzała, że znajduje się w celi. Poczuła, że ręce jej ręce są skute kajdankami. Spojrzała na siebie i zobaczyła, że ma na sobie więzienny uniform. „Co do…?!” pomyślała „Jak ja się tu znalazłam?”.

W tym samym momencie drzwi celi otworzyły się ze zgrzytem i do pomieszczenia wkroczyło dwóch strażników. Bezceremonialnie postawili  ją na nogi i zaczęli prowadzić w bliżej nieznanym kierunku.

Po kilku minutach marszu dotarli na główny dziedziniec Twierdzy. Zebrał się tutaj całkiem spory tłum. Kiedy wprowadzili ją na podest od razu zrozumiała, co ma się tutaj odbyć. „Egzekucja. Moja egzekucja…”.

Kary śmierci w Twierdzy wykonywano we francuski sposób- gilotyna.  

Obok niej stanął Naczelny Wódz, który w takich wypadkach odczytywał wyrok. Kiedy ostatni gapie weszli na dziedziniec Wódz od razu zaczął odczytywać wyrok.

-Obecna tutaj Lily Williams za zdradę stanu i spisek przeciwko władzy, a także za stwarzanie zagrożenia dla normalnego społeczeństwa poprzez groźną mutację stawiającą ją na równi z bestiami zostaje skazana na karę śmierci. Wyrok zostaje wykonany natychmiast.

Tłum zaczął szeptać między sobą. Od dawna wiedzieli, że Wódz tłumi wszelkie przejawy niezadowolenia i buntu, ale Williams była bardzo lubianą postacią.  Potrzebował bardzo istotnego pretekstu, aby się jej pozbyć. W końcu udało mu się go znaleźć- jej zmiana, która powstała w wyniku walki z  tamtym potworem.

-Na mocy obowiązującego Prawa- zaczął Gamelin- Skazuję Lil…

Nie było dane mu skończyć. Rozległ się wystrzał i Naczelny Wódz osunął się na ziemię z przestrzelonym czołem. Lily poderwała się i zobaczyła stojącego za Wodzem profesora Fischera z pistoletem w dłoni. Strażnicy już sięgali po broń, kiedy na podwyższenie wbiegli uzbrojeni ludzie Williams pod dowództwem Johna i wycelowali w zaskoczonych strażników. Powoli opuścili broń na ziemię i podnieśli ręce do góry. Tymczasem Sanders podbiegł do Lily, wyswobodził ją i podniósł na nogi. Byli bardzo blisko siebie, ich twarze prawie stykały się ze sobą.

-Wiesz… zawsze chciałem Ci powiedzieć, że… że.. cię ko…-zaczął John ale zanim zdążył skończyć Lily chwyciła go za twarz i pocałowała.

Po chwili odsunęli się od siebie i odwrócili się do tłumu trzymając się za ręce. Williams przemówiła:

-Nadszedł koniec dyktatury! Od teraz przywódcę będziemy wybierać w wolnych wyborach, to koniec cenzury, koniec totalitarnej władzy! Niech żyje wolność!

-Niech żyje wolność!- krzyknął rozradowany tłum i zaczął bić brawo- Brawo!

Lily i John spojrzeli na siebie. Czekała ich długa noc…

 

 

Rozdział 4

„Źródło”

Kilka lat później

         Zaprowadzanie porządku po dyktatorskich rządach trwały długo. W pierwszych wolnych wyborach przywódcą Twierdzy została Lily Williams wraz ze swoim mężem Johnem Sandersem. Ślub odbył się niedługo po pamiętnym dniu obalenia rządów Gamelina zwanym od wtedy Rewolucją. Powołano Radę Twierdzy, która wspierała (i kontrolowała) Przywódców w zarządzaniu społecznością.

Jednak nie wszystko było takie wspaniałe, jak mogło by się wydawać. Rana Lily coraz częściej dawała o sobie znać, a szara skóra rozszerzała się coraz dalej- „zainfekowane” było już całe prawe ramię.

Zaczęła także doznawać wizji różnych, nieznanych jej wcześniej pomieszczeń i miejsc.

Po dwóch latach od Rewolucji Lily i Johnowi dopisało szczęście- urodziła im się córka. Świętowali wtedy przez kilka dni.

         Lily wychodziła właśnie od lekarza, który próbował znaleźć przyczynę jej wizji, kiedy uświadomiła sobie, czym mogą one być.

Natychmiast  zwołała posiedzenie Rady i tam zaczęła przedstawiać swoją teorię.

-Od dawna widzę w swojej głowie różne pomieszczenia, których nie miałam prawa odwiedzić.- mówiła do zebranych w sali osób- Jednak udało mi się stwierdzić, czym mogą one być. Udało mi się dotrzeć do akt mojego ojca, porucznika EUSC, który otrzymał pewne zadanie w tajnym kompleksie badawczym tuż przed Katastrofą, a konkretnie Ośrodka Badawczego nr. 5, który znajduje się praktycznie obok nas.

-A skąd Pani wie, że chodzi dokładnie o ten obiekt?- zapytał się siedzący obok członek Rady

-Mam parę obserwacji, które potwierdzają moją teorię- mówiła dalej patrząc na zebranych- po pierwsze, w naszej okolicy przyroda zaczęła się zmieniać jako pierwsza, najwcześniej pojawiły się też u nas wszelakie potwory. A po drugie, dotarłam też do zdjęć swojego ojca, które pochodzą właśnie z tamtego kompleksu. Są identyczne z moimi wizjami.

-I na podstawie Pani PRZYPUSZCZEŃ mamy wysłać tam ludzi?- powiedział z wyraźną kpiną inny członek Rady

-Ja jej wierzę- wtrącił się Sanders- Ale proponuję poddać to głosowaniu. Kto jest za wysłaniem ludzi do Obiektu?

Rozpoczęło się głosowanie. Spora część osób była przeciwna i nie wierzyła, że czyjeś wizje mogą pozwolić na wysłanie ludzi w nieznane. Jednak większość była za wysłaniem tam ludzi i ostatecznie zapadła decyzja, że wyślą do Obiektu oddział bojowy.

-Jeszcze jedno… -zaczęła Lily- udało mi się zdobyć dane dotyczące misji mojego ojca. Mówią one o zdetonowaniu ładunku jądrowego w Ośrodku…

-Chcieli zdetonować tam BOMBĘ?!- krzyknął ktoś- BOMBĘ JĄDROWĄ?!

-Tak, bombę. Według mnie…- próbowała kontynuować, ale doznała nagłego ataku kaszlu. Wyjęła z kieszeni chusteczkę i wytarła usta. Spojrzała na kawałek miękkiego, białego materiału i ujrzała tam krew. Natychmiast schowała chusteczkę i mówiła dalej, unikając wzroku Johna- Według mnie może to być rozwiązaniem naszego problemu… problemu Katastrofy.

-A niby skąd Pani to wie?- wyraził swoje powątpiewanie jeden z oficerów.

-Właśnie chodzi o to, że nie dowiemy się, jeśli tam nie dotrzemy! Czy chcecie, czy nie zbieram oddział i wyruszamy…

-Nie- wtrącił się John- ty zostajesz…

-Ani mi się śni!- krzyknęła waląc pięścią w stół- nie tyle się natrudziłam po to, aby teraz zostać i patrzeć!

Zanim ktoś zdążył zareagować wybiegła z sali. Wszyscy patrzyli w osłupieniu na otwarte drzwi. Po chwili John wstał i ruszył za nią.

Znalazł ją w jej pokoju. Siedziała na łóżku trzymając w rękach dobrze znaną mu fotografię. Po jej policzkach spływały łzy... Usiadł obok i objął ją ramieniem. Siedzieli chwilę w milczeniu, kiedy Sanders przemówił:

-Wiesz, że chcę, abyś była bezpieczna… -szepnął

-Wiem, ale nie mogę siedzieć bezczynnie. On by postąpił tak samo- powiedziała, wskazując na fotografię- Muszę go odnaleźć…

-Dobrze, wybierzemy się tak i odnajdziemy go…

-Pojedziemy? To kto zajmie się Twierdzą?

-Wiesz… Zawsze chciałem popatrzeć jak Rada spiera się sama ze sobą na temat nawet najprostszych problemów- zaczął z uśmiechem.

-Ha ha- odpowiedziała- Zwołaj zebranie dowódców oddziałów na jutro. Kto zajmie się Sarah?

-Znalazłem już odpowiedniego kandydata- mrugnął do niej- oboje będą zadowoleni.

 

         Nazajutrz zwołano zebranie dowódców oddziałów wojskowych Twierdzy. Jako, że chodziło o doskonale chroniony obiekt wojskowy zajęty na dodatek przez potwory, należało zebrać silny oddział uderzeniowy. Na wyprawę ruszali najbardziej zaprawieni w bojach żołnierze Twierdzy.  Do dyspozycji ekspedycji udostępniono jedyny czołg M1A1 Abrams, wszystkie trzy wozy opancerzone Bradley, a także kilka ciężarówek i samochodów Humvee. Sam oddział w większości był uzbrojony w amerykańskie karabiny szturmowe M16, znalazło się też kilkunastu ciężkich strzelców wyposażonych w M249. Wszyscy zostali wyposażeni w ciężkie kamizelki kuloodporne i najlepsze hełmy, jakie były na stanie Twierdzy. Dodatkowo każdy otrzymał noktowizor i zestaw granatów. Williams wzięła swojego SCAR-a, a John miał swojego wiernego AUG-a. Po krótkiej odprawie wszyscy rozeszli się do wozów i wyruszyli w drogę. Profesor Fischer także pojechał, ponieważ był jedyną osobą, która widziała Obiekt na żywo. Czekała ich kilkunastogodzinna droga do celu.

 

Po dłuższym czasie dotarli do bram Kompleksu. Kiedyś dobrze ukryta placówka była obecnie widoczna jak na dłoni. Od razu widać było, że nie jest to zwykłe miejsce. Do wszechobecnej szarzyzny dochodził także fiolet w niepokojąco dużej ilości. Ciężki sprzęt nie mógł wjechać do środka kompleksu, ponieważ jedyny wjazd z hangaru został zawalony. Zostawili więc wszystkie pojazdy wraz ze strażą w ogromnym pomieszczeniu. Pozostali udali się w kierunku wnętrza obiektu. Lily szła w środku oddziału z planem w jednej ręce, a latarką w drugiej.

-Podzielimy się na dwa oddziały. Ja, John i ludzie profesora Fischera udamy się do centrali ochrony… o tutaj- wskazała miejsce na planie- reszta ruszy do głównego laboratorium Bloku C. Tam powinien znajdować się ładunek jądrowy. Brońcie go do naszego przybycia. Kontakt przez krótkofalówki.

 

Rozdzielili się. Po paru minutach dotarli do centrali ochrony. Rzędy czarnych monitorów stojących bez oznak życia, zastawiony planami stół, aneks kuchenny, kącik na wypoczynek… wszystko to było spowite dobrze znanym szarym nalotem, a na podłodze walały się kości. John podszedł do jednego z komputerów i spróbował go uruchomić. O dziwo wszyscy usłyszeli dźwięk wiatraków i monitor zaświecił się niebieskawym światłem.

-Działa…- wyszeptał zdziwiony Fischer- Dziwne…

-Jest podpięty do monitoringu? Sprawdź, o co chodziło w incydencie w Bloku C…- poleciła Johnowi Lily- Odtwórz nagranie.

 

Na monitorze pojawił się obraz z przestronnej hali, oznaczonej na ekranie jako główne laboratorium Bloku C. Wtedy jeszcze nieskazitelnie czyste i pełne ludzi. Widać, że przy urządzeniu stojącym na środku pomieszczenia majstruje jakiś naukowiec. Lily pomyślała, że gdzieś go już widziała…

Po paru minutach widać było, że pracujący przy maszynie naukowiec zrywa się do ucieczki, a samo urządzenie eksploduje. Zaczęły wyć syreny, a pozostały personel także zaczął uciekać. Kiedy opadł pył dało się zauważyć na środku sporych rozmiarów fioletową dziurę, z której zaczęły wyłaniać się potwory.

-Odsuńcie się od monitora, ręce do góry… -rozległ się głos za ich plecami- to koniec.

Kiedy się odwrócili zauważyli, że Fischer i jego ludzie mierzą do nich z broni. Williams natychmiast zrozumiała…

-To pan! Pan otworzył… otworzyłeś im drogę do naszego świata!

-Tak, to ja… Są cudowne. Doskonałe. Piękne!- powiedział zachwycony profesor- O wiele lepsze od nas. Zwykłe badanie nie byłyby zadowalające, więc…

-Więc zesłałeś je na ludzkość?! Czy ty wiesz, co zrobiłeś?!- krzyknęła Lily- ludzkość prawie wyginęła!

-Nie patrz na to z tej strony, moja droga… Z drugiej strony to okazja na poznanie nowych gatunków. A kluczem do tego jesteś… ty.

-JA?! Co masz na myśli?

-Och, od incydentu w Strasburgu widać, że się zmieniasz. Zaczynasz przypominać jednego z nich. One się ciebie słuchają, wiesz o tym?

-Słuch… CO?- odpowiedziała zszokowana Williams

-Kiedy przebywałaś w szpitalu, nieprzytomna sprowadziłem tam jedną z… jedną z „mniej problematycznych” bestii. Nie zaatakowała ciebie, położyła się obok i zasnęła. Czuwała przy tobie. Jesteś kluczem do stworzenia nowego gatunku! Połączenia ICH i NAS! Wyobraź sobie, co możemy osiągnąć!

-Nigdy się na coś takiego nie zgodzę!

-Niestety w obecnej sytuacji nie masz zbyt wiele do gadania, więc prz…- ale nie zdążył skończyć. W tym samym momencie do pokoju wpadła jedna z bestii i odgryzła profesorowi głowę. Żołnierze patrzyli w osłupieniu jak potwór rozszarpuje to, co zostało z Fischera, po czym panicznie rzucili się do ucieczki. Nie udało się im, bestia dopadła ich co do jednego. Lily i John stali z boku i przyglądali się tej makabrycznej scenie. Kiedy potwór skończył z ludźmi Fischera zaczął zbliżać się do nich. Williams przypomniała sobie słowa profesora- „słuchają się ciebie”, a więc pomyślała „zostaw nas w spokoju, idź sobie”. Ku jej ogromnemu zdziwieniu bestia spojrzała na nią swoimi fioletowymi oczami, odwróciła się i odeszła.

-M… miał rację- wyszeptała

-Chodź, musimy odnaleźć resztę.

-Tutaj Oddział 2! Jesteśmy na miejscu, pocisk znaleziony, trzymamy się.- odezwała się krótkofalówka wisząca przy pasku Lily

-Zrozumiałam, idziemy do was.- odpowiedziała i zwróciła się do Johna- chodź.

Ruszyli biegiem w kierunku serca Bloku C. Po drodze nie napotkali żadnego potwora, który chciałby im przeszkodzić. Dość szybko dotarli do przestronnej hali, gdzie znajdowali się żołnierze Twierdzy.

-Nie strzelać do potworów! Powtarzam, NIE STRZELAĆ!- krzyknęła do nich Lily- Jak nie zaczniemy, to wszyscy wyjdziemy stąd żywi. Pocisk znaleziony?

-Tak, znaleziony i uzbrojony- odpowiedział saper oddziału- jest… jeszcze coś…

-Co?- zapytała się Williams patrząc mu w oczy- No co?

-Ee…- zająknął się saper- niech Pani zobaczy TO…

Podeszła do miejsca wskazanego przez sapera. Leżała tam kupa kości, na których utrzymał się mundur. Odczytała z podniszczonej naszywki tylko jedno słowo… „Williams”. Opadła na kolana, i ukryła twarz w dłoniach. To przecież niemożliwe…

-Był dobrym człowiekiem- powiedział John stając obok niej i obejmując ją ramieniem- Musimy iść…

Wstała. Zastanawiała się, co uczynić. Czy zrobić tak jak Fischer, który chciał stworzyć nowy, przystosowany do obecnego życia rodzaj ludzi? Czy wysadzić głowicę i ocalić ludzkość? Czy umrzeć tutaj i dać im dalej panować nad naszym światem…?

Spojrzała na ciało swojego ojca i podjęła decyzję. Zwróciła się do stojącego obok sapera:

-Pocisk gotowy do wysadzenia?

-Tak, tylko jest jeden problem. Zapalnik czasowy nie działa.- powiedział żołnierz- Ktoś musi zostać i odpalić to ręcznie…

John już miał otworzyć usta, kiedy Lily uciszyła go podniesieniem ręki i powiedziała:

-Ja. Ja zostanę.

-Nie możesz!- próbował protestować John- Przecież…

-Popatrz na mnie, długo w takim stanie nie pociągnę, a wolę nie stać się jedną z bestii..

-Kto zajmie się naszą… naszą córką?- głos mu się załamał- bez ciebie nie dam sobie rady…

-Dasz. Wierzę w ciebie.- powiedziała z uśmiechem- A teraz idźcie… Idźcie już!

Zbliżył się do niej. Wiedział, że to było ich ostatnie spotkanie. Pocałował ją. Tkwili w takiej pozycji przez dłuższy czas, w końcu Lily odsunęła się od niego, stanęła przy bombie i powiedziała:

-Żegnaj, kochanie.

-Żegnaj…- powiedział ze smutkiem John, odwrócił się i odszedł z resztą oddziału.

 

Czekała przez dłuższy czas, aż w końcu ożyła jej krótkofalówka.

-Możesz wysadzać, jesteśmy już daleko- znowu usłyszała głos Johna.

-Zrozumiałam. Pamiętaj, zawsze będę przy tobie.- odpowiedziała i wcisnęła guzik detonacji.

 

Sanders siedział na wieży pojazdu opancerzonego patrząc w kierunku miejsca lokalizacji kompleksu. W jednej chwili usłyszał odgłos eksplozji, a w niebo wzbił się ogromny grzyb atomowy…

 

 

Epilog

Kilkanaście lat później, Twierdza

         Zniszczenie Obiektu i ofiara Lily przyniosły oczekiwany skutek. Bestie pozbawione kontaktu z ich wymiarem zaczęły umierać, a szarość zaczęła ustępować miejsca naturalnej zieleni. Przyroda zaczęła się odradzać. Ludzie w końcu mogli wyjść ze swoich kryjówek, twierdz, schronów i znowu zostać panami świata.

Jednak zanim powrócą do dawnego poziomu i stylu życia minie jeszcze wiele czasu. Potrzebują wiele czasu, aby odbudować to, co utracili…

         John siedział na wzgórzu niedaleko twierdzy obejmując swoją córkę ramieniem. Oboje wiedzieli, że mają bardzo ważną misję do spełnienia….

 

KONIEC

Dziękuję wszystkim, którzy byli na tyle cierpliwi, aby dotrzeć aż do tego momentu!

Pozdrawiam, zolnierzyk :D

  • Super 1
  • Lubię to 2


1 komentarz


Rekomendowane komentarze

Gość
Dodaj komentarz...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został osadzony automatycznie.   Wyświetlaj jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

  • Inne wpisy

    • Przez Diabliica_ w The Dark Side 0
      Socjalne nieszczęście.
      Jest wiele rzeczy które 
      miałam sobie odpuścić-
      Lecz nie potrafię
      Tyle niezdrowych diet które psują mi zdrowie,
      lecz hej,
      wszystko by być akceptowana,
      wszystko by być częścią socjalizacji.
      Co nie?
      Byliście jak narkotyk dla mnie,
      Niezdrowi lecz uzależniający.
      Powinnam była znaleźć jakąś pomoc
      Ale nie potrafiłam się kontrolować-
      Nadal nie potrafię
      Jestem uzależniona od tego piekła
      Tego piekła przez które przechodzę.
      Nie.
      To nie szkoła
      To nie dom
      Tylko moja głowa
      Drogie towarzystwo,
      Zmuszasz mnie do rzeczy których nie chce
      Oczekujesz że mam być szczęśliwa
      Oczekujesz że mam rozmawiać z ludźmi
      Oczekujesz bym lubiła wszystkich dookoła.
      Lecz stety tak nie będzie.
      Za każdym razem
      Kiedy robię ci nazłość
      Uśmiecham się szczerzej
      Śmieje się głośniej
      A co najważniejsze,
      Zapominam na dłużej
       
      -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-
      1. Co tam u ciebie?
      2. Jakie jest twoje ulubione imię?
      3. Jakie jest twoje ulubione słowo / zdanie?
      4. KrainaMC czy MojeMC?
    • Przez LeeKaskader w gяαη∂ тнєƒт αυтσ 2
      Witam Was!
      Na początku chciałbym przeprosić, za to, że wpisy nie pojawiały się na blogu.
      Przejdę, do rzeczy.
      Byłem w szpitalu od soboty, do środy tego tygodnia i no nie miałem, jak napisać jakiegokolwiek wpisu nawet z przeprosinami. 
      Drugą sprawą jest to, że mam, za dużo nauki prace klasowe, sprawdziany itp. dlatego się nie wyrobiłem 😰
       
      Ale, ale mam dla Was dobrą wiadomość dla czytelników mojego blogu, że następny wpis pojawi się już w tą sobotę.
      Nie wiem, jaki to będzie temat wymyślę coś na pewno.

      A więc do zobaczenia!

      //przepraszam za błędy pisałem na szybko informacje 😘
       
    • Przez Tae w Alienkowy Blog 15
      Siemanko!
      Wracam po miesiącu nieaktywności na tym forum.
       
      Czuję się dumna, pisząc tutaj.
      Za zgodą ModziQ'a piszę wpis ^^. I bardzo dziękuję za pozwolenie ❤️ 
       
      ________________________________________________________________
       
      INFORMATYK
      To jeden z cięższych zawodów. Trzeba dużo być obeznanym w nowościach, w technologii - no po prostu uczyć się wszystkiego na bieżąco.
       
       
      JAKIE PRZEDMIOTY SĄ W TECHNIKUM INFORMATYCZNYM?
      Jak wiecie, w technikum uczymy się:
      - 4 lata (Gimnazjum)
      - 5 lat (Szkoła Podstawowa)
       
      Szkołę kończymy w wieku 19/20 lat, uczęszczając do Technikum.
      W niektórych przypadkach (jeżeli poszło się o rok wcześniej do szkoły) można skończyć szkołę, w wieku 18 lat.
      I w takiej szkole z zawodem pojawiają się nowe przedmioty, ale nie tylko.
      .
      W klasie 1 Informatycznej, pojawiły mi się takie cudeńka:
       
      - Pracownia Systemów Operacyjnych (praktyki w szkole)
      - Pracownia Urządzeń Komputerowych (praktyki w szkole)
      - Urządzenia Komputerowe (wykłady)
      - Systemy Operacyjne (wykłady)
      - Wiedza o Kulturze
       
      No i też pozostają przedmioty, takie jak z gimnazjum. 
      W drugiej klasie, większość przedmiotów odchodzi - ale za to dorzucane są inne lekcje zawodowe.
       
      Także mamy przedmioty rozszerzone!
       
      W moim przypadku - jestem na rozszerzeniu z informatyki oraz matematyki (o zgrozo..).
      Ale podstawówka u mnie ma lepiej!
      Ma rozszerzoną informatykę oraz j. angielski!
       
      JAKĄ OBECNIE MAM KSIĄŻKĘ DO NAUKI PRZEDMIOTÓW ZAWODOWYCH?
      Aktualnie do zawodów mamy e-książkę, poniżej macie zdjęcie okładki:
      (nikt nie kazał nam kupować książki, to mamy taką no w pdf'ie).

      Zdjęcie://Wykonanie własne.

      I raczej mamy do wszystkich zawodów taką książkę. Chociaż bardziej korzystamy z niej na Pracowni Systemów Operacyjnych.
       
      CZY TRZEBA MÓWIĆ U MNIE PANI PROFESOR/PANIE PROFESORZE DO NAUCZYCIELI?
      Jak zauważyłam, u mnie nie ma konieczności mówienia w ten sposób do nauczycieli. Chyba przyzwyczaili się, że mówi się do nich "Pan/Pani".
      Ale w każdej szkole wyższej jest inaczej.
       
      PLUSIKI, CZYLI ZBIERANIE NA OCENY!
      Na większości przedmiotach zbieranie + jest proste, jest ich również mało. Ale na Polskim w mojej szkole... o zgrozo... trzeba mieć 15 plusów by dostać ocenę 5 albo 6.
       
      TRAKTOWANIE JAK DOROSŁYCH
      Jak to wspomniał ModziQ, w Liceum/Technikum/Zawodówce uczniów traktuje się jak dorosłych. 
      W szkole, do której uczęszczam jest tak samo.
       
      Nauczyciele nawet się czepiają o rozmowy na lekcjach więc ;o 
       
      MAAAATURY ORAZ EGZAMINY ZAWODOWE!
      Od początku roku wmawiają nam, że za te 4 lata będzie Matura. No halo co jest. Straszcie nas bardziej drodzy nauczyciele ❤️ 
      Z czego co słyszałam, w 3 kl Technikum mamy mieć pierwszy egzamin zawodowy, a w 4 kl (przed Maturą) drugi egzamin zawodowy.
      No ja tego nie rozumiem, po co te dwa egzaminy.
      No chyba, że mnie zmylili z tym drugim egzaminem, nie wiem.
       
      WARTO IŚĆ NA STUDIA!
      Po Technikum Informatycznym w szczególności warto jest iść na studia. 
      Na studiach jest wiele "oddziałów" dla tego zawodu, np programista, grafik komputerowy itp. 
      Dlatego macie dużą szansę po studiach  związanych z informatyką dostać się do jakieś korporacji i bardzo dużo zarabiać.
       
      Mnie kusi, by po Technikum Informatycznym iść na programistę. 
      Uwielbiam pisać rzeczy, polecenia, chociaż programowanie jest trudne, too postaram się ❤️ 
       
      Biegnijmy po marzenia.
       
      DUŻO LUDU!
      Obecnie w moim Technikum/Szkole Zawodowej (Bo taka też jest) obecnie uczy się 1080 uczniów (W tym 450 uczniów klas pierwszych), co oznacza - KORKI  NA KORYTARZU W SZKOLE.
      Na szczęście, moja szkoła ma dwa oddziały (w innych miejscach) - co oznacza, że lekcje nie trwają do późnego wieczora, a też można pooddychać na tych przerwach.
       
      I w mojej klasie obecnie jest 32 osoby (w tym ja).
      ^ Dużo osób próbuje się przepisać do informatyka.
      Jestem też jedyną dziewczyną w klasie, co oznacza, że nie mam tak łatwo (albo i mam, nie wiem).
       
       
      CO ROBIMY OBECNIE NA LEKCJACH PRZEDMIOTÓW ZAWODOWYCH?
      Informatyka: Word 😜 (Ja nie wiem z jakiej racjiXD)
      PracSysOper: Wiersz poleceń
      PracUrzKomp: Przeliczanie systemów dwójkowych/dziesiętnych/ósemkowych/szestnastkowych.
       
      Systemy Operacyjne: Budowa systemu DOS.
      Urządzenia Komputerowe: Również przeliczanie systemów (Ten przedmiot oraz praktyki mam z jednym i tym samym nauczycielem).
      No i ostatnio też było dodawanie/odejmowanie/mnożenie/dzieleie systemu dwójkowego (chociaż nauczyciel sam nie umiał dzielenia a chciał nam to na kartkówkę dać XD)
      ________________________________________________________________
       
      To wszystko na dzisiaj ^^
      Zapraszam również na blog ModziQ'a
      Jeżeli chcesz wiedzieć więcej na temat informatyka, pisz na PW albo w komentarzu.
      Potrzebuję pomysłów na kolejny wpis ❤️ < Każdy pomysł wynagradzam repką.

       
      P.S.: Chętnie oddam mojego wychowawcę, za darmo - nawet dopłacę.